Zmiany, zmiany?…

Jeśli w Twoim życiu nastąpiło małe lub duże trzęsienie ziemi, mijające dni to jazda bez trzymanki i zadajesz sobie pytanie WTF (obojętnie w jakim języku), to -tada, niespodzianka- nie jesteś sam! Z tego, co słyszę i obserwuję mnóstwo ludzi przechodzi taki okres totalnej destabilizacji. Pomijając, co możemy obserwować wokół, walące się systemy i wartości, podobne zmiany dotykają również życia osobistego. Zmiana miejsca zamieszkania, nawet kraju, zmiana partnera, zmiana życiowych priorytetów pod wpływem jakiś ważnych wydarzeń…

Heraklit z Efezu rzekł: „Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana”. Przeciętnemu człowiekowi trudno się z tym pogodzić, szczególnie jeśli osiągnie stabilizację zawodową, mieszkaniową, poukłada sobie znośnie życiową układankę. A tu nagle nici z planów…Co zostaje-bunt, strach, żal?…Bo jest zmiana i przychodzi nowe? A tu ego krzyczy, że to nowe jest gorsze od starego! Precz z nowym, chcę stare, znane…!

Pytanie, czy na pewno to stare było lepsze? Tylko dlatego, że się do tego przyzwyczaiłeś? Partner, który co prawda zdradzał, ale „był”, praca, w której się wypalałeś, ale wypłata była znośna? A może wszystko było super, ale do tej pory nie przeżyłeś takiej straty i choć bolesne, jest to potrzebne doświadczenie, byś lepiej zrozumiał innych i przygotowywał się małymi kroczkami do straty finalnej? W końcu, gdy przyjdzie opuścić ten ziemski padół, nic ani nikogo z tego życia ze sobą nie weźmiemy. Niestety nie znamy powodu zmiany, która nas spotyka, ale pozostaje wiara, że wszystko ma sens, choćby nie wiem, jak było bolesne…Jesteśmy tu, by przeżywać i doświadczać.

Proces zmian, czy to w życiu osobistym, czy w świecie zewnętrznym przypomina kałużę lub naczynie z piaskiem. Niewzruszona powierzchnia wydaje się czysta, muł czy piasek opadł na dno i jest mało widoczny. Wystarczy jednak wstrząsnąć tę strukturą i mamy wodę brudną, zmąconą. Co było na dnie, nagle wypływa na powierzchnię i jest widoczne. Czy to ładny widok? Przyjemniej jest widzieć czystą wodę, ale ruch, zmiana spowodowała, że widzimy to, co było ukryte.

W życiu jest to szansa, by zobaczyć, z czym trzeba się zmierzyć, coś, czego nie chcieliśmy wiedzieć, okazja, by naprawić, co wymaga naprawy, a my nie byliśmy na to gotowi lub nieświadomi konieczności reorganizacji czegoś na naszym „podwórku”.

Zmiany widoczne w polu fizycznym to także zmiany energetyczne. Empatyk jak radar wychwyca, co się dzieje w energetycznym eterze. A że się dużo dzieje, i to niekoniecznie rzeczy pozytywnych tłumaczyć ludziom nadwrażliwym nie trzeba. Wszyscy jesteśmy zanurzeni w tej energetycznej zupie i nasze życie również nie zostaje obojętne na zmiany i zawirowania wokół nas. W obecnych czasach coraz więcej ludzi odkrywa swoją nadwrażliwość i teraz dzieje się to w ekstremalnych warunkach. Zważywszy też, że nie wszyscy rozumieją ten nagle następujący w ich życiu proces, połączenie jego manifestacji wraz z nieoczekiwanie pojawiającymi się problemami, może powodować wielką frustrację.

Świadomi empatycy wiedzą, że nie można mierzyć otaczającej ich rzeczywistości „szkiełkiem i okiem”. Obecne czasy to szczególny okres, kiedy trzeba uspokoić przestraszone ego i zapewnić, że nie musi wszystkiego kontrolować i przywidywać, bo jest to rzecz niestety niemożliwa. To czas, kiedy pozostaje oddać się w opiekę Sile Wyższej (jakkolwiek ją nazywasz) i ufać.

Moja ulubiona duchowa nauczycielka, Lori Ladd określa ten proces „active surrender”. Wyjaśnia ona, że wskazane jest poddać się woli Siły Wyższej, ale nie być bezwolnym. Należy słuchać intuicji, patrzeć na znaki, ale i działać, gdy trzeba – zmieniać, dostosować, wybrać.

Wiele osób potwierdza, że obecne czasy wymagają od nas szczególnej adaptacji  i wiary. Wygląda to tak, jakbyśmy znaleźli się w rzece o bystym nurcie. Nie możemy teraz wyjść na brzeg, przeznaczeniem jest dać się unieść wodzie. Kurczowe czepianie się czegokolwiek, próby płynięcia pod prąd czy desperackie obejmownie skały wystającej z rzeki tylko osłabia siły. Pozostaje poddać się nurtowi, uważając na przeszkody, płynąć, nie znając celu, wierząc, że ta droga jest nam przeznaczona i dotrzemy, gdzie powinniśmy.

Myślę, że jest to jeden z najtrudniejszych życiowych testów.

Spróbuj nie bać się zmian! Amerykanie od dawna używają powiedzenia: „Go with the flow” („Płyń z prądem”), czyli dostosuj się do biegu wypadków.

A czy to Twoja obecna ścieżka? Sam osądź.

Dodaj komentarz